Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sława. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sława. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Długi weekend czerwcowy

Jak można się domyślić, spakowaliśmy manatki i wyjechaliśmy do Sławy. Powiem tylko tyle, że na miejscu byliśmy wpół do czwartej rano. Świtało i było tak głośno od ptaków, że szok! Pogodę mieliśmy piękną aż do niedzieli, kiedy to naszły chmury, zaczęły się burze i ogólnie deszcz przywieźliśmy ze sobą do Wrocławia.
Korzystając z takiej pogody codziennie chodziliśmy nad jezioro. Niestety co najwyżej moczyć nogi ;)
Psy za to nie miały umiaru z pływaniem.



Pigwa w tym roku chyba już nie zrzuci owoców, więc będziemy się cieszyć pierwszymi z działki.


Udała się też czarna porzeczka.



Do tego wszystkiego wieczorami obserwowaliśmy gwiazdy i nietoperze.

niedziela, 1 marca 2015

Sława po raz pierwszy...

... w tym roku :P
Wyjechaliśmy w piątek, wróciliśmy dzisiaj. Oczywiście pojechaliśmy na poszukiwanie wiosny i oczywiście się nie zawiedliśmy. W sobotę rano obudził mnie klangor żurawi. Małż mój śpi jak kłoda, jego można przenieść w dowolne miejsce i się nie obudzi. Więc żurawie obudziły mnie. Już wiedziałam gdzie są i się nie zawiodłam podczas spaceru.
Kupiliśmy też deski na - tak modne w tym sezonie - półki plastry miodu. Deski na 3 takie półki, wraz z heblowaniem - kosztowały nas 34 zł.
Ogólnie już czuć wiosnę w powietrzu. W sobotę obserwowaliśmy żurawie, w niedzielę na drzewa wyległo mnóstwo dzięciołów. Do tego wszechobecne dzikie gęsi!













To już na naszej działce zakwitły ciemierniki i krokusy.


 


Pozdrawiam!

środa, 12 listopada 2014

"Już jesień. Liść na drzewie rzednie, Jeszcze ostatnim złotem gore, A z nim spokojnie gaśnie, blednie, Co nie umiało umrzeć w porę." L. Staff

I pewnie wszystko przykrywa całunem, bo mgliście na prawdę bywało :)
W sobotę już byliśmy na naszej działczynie. W sobotę - i tego się będę trzymać - chociaż soboty były ostatnie 3 minuty :) Rozłożenie łóżeczka, rozpalenie pieca i tak się zaczął nasz długi weekend :)
Później było już tylko lepiej :)
W niedzielę wycieczka rowerowa do Jeziornej (szlak zielony z Kuźnicy Głogowskiej, powrót żółtym do Radzynia). Piękna to była jesień. Już nie rozpalona, ale dojrzała :) Szlak bardzo ładny, chociaż trzeba uważać na początku żółtego, bo biegnie przez "Użytek ekologiczny Dolina Jeziornej" i tam niestety można się skąpać - dróżka biegnie przez bagno, a przejść można tylko po niedbale rozrzuconych gałęziach - co przy rowerze i psie jest sztuką niemałą ;) Starczy powiedzieć, że suchą stopą tego nie pokonaliśmy :) Za to ciekawostka na plus - około kilometra przed Jeziorną zielony szlak biegnie równolegle z "Lubuskim szlakiem wina i miodu", gdzie minęliśmy ciekawą zagrodę z barciami i snycerzem :) Zakochałam się w kapliczce w jego ogrodzie.
Poniedziałek to dwa motywy: Tomusiowy naprawiający drzwi w naszym domku i ja - konstruująca karmnik dla ptaków - i tutaj znowu ogromne dzięki dla babeczki z tartaku: wybrałam sobie drewienka i zapłaciłam za nie tylko 10 zł :) Dzisiaj oboje dopieszczaliśmy nasze dzieła :)

Jezioro Tarnowskie Duże.







Jezioro Sławskie







Sromotnik chyba bezwstydny czyli smrodliwy ;)



I takie widoki tuż za płotem :D




Dzieło rąk moich ;)
Koncepcja, wykonanie, szliforanie, fotografowanie - ja ;)
Tomusiowy tylko parę śrub dociągał, kiedy ja już nie miałam siły ich dokręcać.





Muszę jeszcze ten mój penthousowy karmnik pomalować - tu są trzy koncepcje:
- tylko lakier, czyli zostawiam kolor i fakturę drewna;
- pobielenie i lakier - czyli robimy go jaśniejszym, ale fakturę drewna zostawiamy;
- belki czerwone, dach zielony - czyli mocno świąteczne, ale tracimy i kolor i fakturę drewna.
Zresztą jakbym go nie pomalowała, ja będę z niego niesamowicie dumna, a ptice i tak będą miały to w kuprach. I powtarzam - za drewienka zużyte do jego budowy zapłaciłam 10 zł (!!).
Pod najwyższym dachem zawiśnie dzwonek z ziaren. Będzie wyglądać jak dzwonnica :)
Eh, pora spać, bo co dobre szybko się kończy  i na 8mą muszę być w pracy!
Ahoj!

ps.
zauważyłam, że coś się zmieniło w sposobie wyświetlania obrazków. Nie wiem dlaczego, postaram się to wyjaśnić i poprawić, bo jest mocno niewygodnie na chwilę obecną.

czwartek, 18 września 2014

Urlopowo

Cały rok człowiek haruje, żeby sobie na tydzień na własną działkę pojechać i co? Odpoczywać? A gdzieżby! Sadzić. Zbierać i obrabiać grzyby. Pomagać mężowi przy remoncie domku. Wiadomo - wieczorami pić piwko i oglądać gwiazdy :D
I zobaczyć wąsatki - bardzo ładne ptaszki.
Ogólnie grzybów mamy dwa kosze już ususzonych, więc żywych było mnóstwo. Do tego mamy już swoje miejsce prawdziwkowe - jednego dnia 24 rano i 6 wieczorem, a ogólnie ok. 60 przez cały wyjazd. Ale wiadomo, co dobre, szybko się kończy i dzisiaj już niestety na 8mą do pracy.













niedziela, 4 maja 2014

(Nie za)długi weekend

Tak, jak się oczywiście można było spodziewać długi weekend majowy spędziliśmy w Sławie.
Zadałam T. nawet pewne pytanie: "Kiedy my tu przyjedziemy po prostu odpocząć?"
Ogólnie pogoda mocno w kratkę - czwartek ok, piątek be, sobota ok, niedziela rano ok, reszta blee. Ale... ale było mnóstwo żurawi, a jak nie było ich widać, to było je słychać :] Słychać też było festiwal bluesowy i zjazd harleyów i garbatych bolidów. Do tego dzikie gęsi i malutkie gąski. Ach. I te bzy i konwalie.
T. w tych okolicznościach przyrody wypruwał budkę - w jednym z jej konców tam gdzie standardowo jest drugie rozkładane łóżko, zrobiliśmy sobie stricte jadalnię ze zwykłym stołem i krzesłami. Ja w tym czasie zdążyłam skosić pół działki (~ 1500m2).
Jako dobrzy i świadomi gospodarze-rolnicy-ogrodnicy zbudowaliśmy też budkę dla owadów (głównie pszczół murarek). Wykorzystaliśmy do końca okorek, który gratis dostałam w zeszłym roku od pobliskiego tartaku na zbudowanie budki dla ptaków. Okorek sosnowy zbity na gwoździe boazeryjne (długie i cienkie). Do tego tzw. siatka kurnikowa. Wypełnienie to sosnowe szyszki, tutki z trzciny i skrawki drewna - oczywiście pozostałe skrawki okorka. W towarzystwie budki posialiśmy słonecznik. Zobaczymy.



T. wmurował też stolik, który dostaliśmy od znajomego (Krzyśku jeszcze raz wielkie dzięki!).


Stolik z napisem Piast. Mam nadzieję, że będzie nam długo służył. W tle widać puszkę na metalowym drągu - to nasz sposób na krety, które strasznie zaczęły nam się na działce panoszyć.
Psy oczywiście uskuteczniamy szaleństwo.  Luśka nauczyła się siadać na krześle.



Najlepiej im się spało w trawie na słoneczku, gdzie mogły dowolnie grzać swoje kacze kupry podczas gdy my w trudzie i znoju działaliśmy ku naszej wspólnej korzyści ;)
 Na koniec postanowiłam jeszcze zrobić zdjęcie owiadziej budki w towarzystwie pigw, które w tym roku wyjątkowo mocno zakwitły.


Szybko - mimo ciężkiej pracy - minął nam ten długi weekend. Drogę do domu osładzały nam rzepakowe pola. Nienachalne zdjęcie:


Tam (Stare Strącze) tego rzepaku były hektary. I przez całą drogę do Wrocławia co chwila takie pola się ukazywały. Lubię to i lubię miód rzepakowy. Do pierwszego miodu nam jeszcze daleko, ale już lipcu/sierpniu stawiamy nasze pierwsze ule, więc można powiedzieć, że będziemy mieć miesiąc miodowy ;)
Ale do tego czasu jeszcze trochę, powolutku.