niedziela, 23 czerwca 2013

Lody z zielonej herbaty i lody truskawkowe

Jak w temacie. W moim rodzinnym domu nie robiło się samemu lodów, chyba, że te z torebki, które wystarczy zmiksować z mlekiem. Ja postanowiłam, że lody w moim domu będą jak najbardziej domowe! Zaletą jest fakt, że takie lody mogą mieć dowolny smak, nie jestem ograniczona do sztampowych waniliowym, czekoladowych i truskawkowych, a co Torbiszon lubi najbardziej? Każde nietypowe połączenie. Tak więc dzisiaj przedstawiam lody z zielonej herbaty matcha i lody truskawkowe z amaretto. (W szklance ładnie prezentuje się moja wariacja nt. mojito - świeża mięta, zamrożona i pokrojona w półplasterki limonka i zmrożony wermut).

Lody z zielonej herbaty:
  • 200ml śmietany kremówki (30 albo 36%)
  • 100g brązowego cukru (ważne: wersja sucha, bez melasy)
  • 8g zielonej herbaty matcha
  • 3 jajka
  • 3 łyżki wrzątku 
Herbatę z łyżką cukru zalać wrzątkiem i mieszać, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. W misce ubić śmietanę z połową pozostałego cukru. W drugiej misce ubić jajka z resztą cukru. Ubite jajka wlać do śmietanki, dodać zaparzoną herbatę. Zmiksować do uzyskania jednolitej masy. Przelać do zamykanego pojemnika i zostawić w zamrażarce na parę godzin - aż się zamrozi.

Lody truskawkowe z amaretto:
  • 500ml śmietany kremówki (30 albo 36%)
  • 500g truskawek
  •  3/4 szklanki cukru pudru
  • minimum 3 łyżki amaretto (jak ktoś chce bardziej wyraźne to można dodać więcej)
Truskawki obrać, wypłukać, drobno pokroić, zalać amaretto i wymieszać. Przesypać cukrem pudrem. Zostawić na ok. 1 godzinę, co jakiś czas mieszając. Wlać śmietanę i zmiksować blenderem. Przelać do zamykanego pojemnika i zostawić w zamrażarce na parę godzin - aż się zamrozi.

Smacznego!

sobota, 22 czerwca 2013

Włoskie orecchiette z indyjskim sosem Korma

Kuchnia fusion. Danie wyjątkowo nie letnie, mocno aromatyczne i rozgrzewające. Ale miałam ochotę.
Sos niestety kupny (lidl), za to kluseczki jak najbardziej domowe :) Zaletą orecchiette jest to, że robi się je naprawdę szybko.






Pomidorowe kluseczki orecchiette (czyli muszelki):

  • 350 g mąki
  • 210 g przecieru pomidorowego - ważne: wersja gęsta
  • 5 żółtek
  • 2 łyżeczki curry
  • 2 łyżki oleju
  • szczypta soli, trochę pieprzu
 Wszystko wyrabiamy na gładką masę i zostawiamy pod przykryciem na ok. 20 min. Po tym czasie robimy małe wałeczki i kroimi w plasterki. Palcami robimy wgłębienia. Wrzucamy do osolonego wrzątku i gotujemy ok 5 min. Wyciągamy, skrapiamy olejem, żeby się nie sklejały.

Sos kupny, więc jego tylko podgrzewamy. Ja dodałam do niego kukurydzę, bo lubię.
Przekładamy na talerze i wciągamy, aż nam się uszy trzęsą ;)
Smacznego!

Przybornik/niezbędnik na łóżeczko

Tak, długo, bardzo długo.
Przez ten czas na stole zdążyły zwiędnąć kaliny, później piwonie i róże. W chwili obecnej w wazonie królują kolejne.
Wiele osób z mojego grona próbuje konfitur z zielonym pieprzem i sobie je chwalą - co mnie niezmiernie cieszy :)
Był weekend w Sławie podczas którego zrobiłam 1000 zdjęć i złożyłam w filmik "timelapse":

video

1 zdjęcie co 10 sekund - możliwe tylko dzięki tabletowi i oprogramowaniu DSLR Controller.
Filmik bez treści - ot, poruszający się na pierwszym planie jaśmin, dalej drzewa i na końcu chmurki, ale to była próba. Na kolejny time-lapse skuszę się na zachód słońca nad jeziorem Sławskim, a później góry!
Obecnie cieszy mnie róża, która pięknie zakwitła na balkonie. W zeszłym roku była młoda i była typowo żółta. W tym roku okazało się, że róża jest herbaciana (kocham!!!).


Herbaciane również są lody, które udało mi się sprokurować. Genialne - próbowane na "surowo". Oprócz herbacianych, powstały też truskawkowe z amaretto. Jak się zamrożą, to nie omieszkam wrzucić zdjęć.
Z rzeczy popełnionych, które oko cieszyć będą trochę dłużej, powstał tytułowy przybornik na łóżeczko, tudzież krzesło. Bez wykroju, ot chwila pomyślunku i wykrojenie trochę prostokątów.
Przybornik poleci do znajomej, u której w brzuszku rośnie dziewczynka.




Materiał to gruba bawełna z żelaznych zapasów mojej mamy ;)
Miałam go wykorzystać jako podszewkę do torebki, ale był za ładny, żeby go chować. Mam nadzieję, że spodoba się przyszłej właścicielce.
Pozdrawiam i zapraszam ponownie, wkrótce kocyk z candy :D

piątek, 7 czerwca 2013

Jaspisowy komplet

W przerwie między kocykiem z candy, a paroma innymi robótkami, przypomniałam sobie, że w pewnej małej szafeczce leży mnóstwo strunowych woreczków ze skarbami. Skarby kupione ładnych parę lat temu - różnego rodzaju kamyki do wyrobu biżuterii. Dzisiaj padło na jaspis i włóczkę, której kolor już dawno mną zawładnął. Tak powstał komplet składający się z kolczyków i broszki.






Broszka mocowana na agrafkę a kolczyki z posrebrzanymi biglami.
Myślę, że będzie idealny do białej sukni w stylu empire, którą ostatnio nabyłam drogą kupna ;)
Mam nadzieję, że piękna pogoda się utrzyma i wyskoczę tak ubrana w jakieś zielone pole w Sławie :)
Pozdrawiam :)

czwartek, 6 czerwca 2013

Truskawkowe pola

Czyli u Torbiszonów trwa produkcja konfitur z truskawek :)
W końcu przecież truskawki staniały do rozsądnych granic - u nas 5zł/kg. Kupiliśmy 8 kilogramów, z czego 6 przeznaczyliśmy na przetwory, a pozostałe do spożycia prawie bezpośredniego (z cukrem i śmietaną).
Z konfitur powtarzam tę z zielonym pieprzem. Robiłam ją trzy lata temu i stwierdzam, że genialna do tej pory. A z nowości u mnie konfitura z rabarbarem i druga z miętą.
Posiłkowałam się przepisami z http://cukierniczekreacje.blox.pl, ale wprowadziłam też swoje modyfikacje.
A więc przedstawiam Państwu.
Po kolei:

Konfitura z miętą:


 Moje proporcje
- 2kg truskawek
- 1kg cukru
- 400ml wystudzonej herbaty miętowej
 - 8 gałązek mięty
- otarta skórka z 2 cytryn

Truskawki myjemy, oczyszczamy z szypułek i zasypujemy cukrem. Zostawiamy aż zaczną puszczać sok - ja zostawiłam na noc. Po czym zalewamy herbatą miętową i odczekujemy ok 30 min. Dodajemy skórkę i gałązki i gotujemy na małym ogniu (u mnie płyta indukcyjna - 3), doprowadzamy do wrzenia i wyłączamy. Studzimy i raz jeszcze smażymy, aż do uzyskania pożądanej konsystencji.


Konfitura z pieprzem (przepis od Diamant - tych od cukru):


Moje proporcje
- 2kg truskawek
- 1kg cukru
- sok z ćwiartki cytryny
- 2/3 opakowania suchego zielonego pieprzu (ok 8 dag)

Truskawki myjemy, oczyszczamy i zasypujemy cukrem. Zostawiamy aż zaczną puszczać sok - ja zostawiłam na noc. Sok zlewamy do małego garnka i dodajemy do niego pieprz. Doprowadzamy do wrzenia. Dodajemy do truskawek. Dodajemy sok z cytryny. Gotujemy na małym ogniu, doprowadzamy do wrzenia i wyłączamy. Studzimy i raz jeszcze smażymy, aż do uzyskania pożądanej konsystencji.


Konfitura z rabarbarem:






Moje proporcje
- 2kg truskawek
- ok 2,5kg rabarbaru
- 2 kg cukru
- sok z ćwiartki cytryny

Truskawki myjemy, oczyszczamy. Rabarbar myjemy, oczyszczamy i kroimy w grube kawałki. Wszystko zasypujemy cukrem i czekamy, aż zacznie puszczać sok - ja zostawiłam na noc. Dodajemy sok z cytryny i smażymy na małym ogniu doprowadzając do wrzenia. Wyłączamy i studzimy. Ponownie smażymy, aż do uzyskania pożądanej konsystencji.


Zdjęcia są robione w tym samym czasie i to na początku smażenia, dlatego truskawki są jeszcze całe. W chwili obecnej się studzą, a po wystudzeniu znowu będą smażone. Postaram się przy jakiejś okazji pokazać gotowe z nimi słoiczki.
Narazie mam ochotę jeszcze na konfiturę truskawkową z różą, ale muszę pomyśleć, gdzie koło mnie mogę płatki róży jadalnej dostać, bo moja własnoręcznie zaszczepiona sadzonka wprawdzie będzie kwitła ale to zdecydowanie za mało.
W każdym bądź razie życzę smacznego :)

niedziela, 2 czerwca 2013

Wyniki Candy

Słowo się rzekło, 2 czerwca po 20.00 miały zostać podane wyniki mojego Candy, a więc:
Panie i Panowie!
Tylko dwie Panie się zgłosiły. Dwie koperty, dwie karteczki z notesika KERIO  (brałam udział w paru ich szkoleniach).



 Maszyna losująca, w postaci Tomusiowego!


I wynik! 
Wygrała Aluchabubucha, której serdecznie gratulujemy!
Kolorki podała w komentarzu, więc od jutra biorę się za dzierganie. Mam tylko nadzieję, że podzieli się ze mną informacją jak wykorzysta kocyk :)




To tyle jeśli chodzi o Candy. Podzielę się również pięknym widokiem ze Sławy, gdzie przyszło nam spędzić cztery dni długiego weekendu, czyli od Bożego Ciała do dziś. Pogoda nam niestety nie sprzyjała, ale kalina koralowa, orliki i irysy pięknie kwitły.
A to wieczór:

Było ciepło i wyjątkowo deszczowo, wieczorem podnosiły się mgły.
Za tydzień też jedziemy, wtedy więcej kolorowych zdjęć ;)
pozdrawiam :)